sobota, 13 sierpnia 2016

Ma艂y 艂yk, wielkie nieszcz臋艣cie

Do ma艂ej wsi na Podkarpaciu wprowadzi艂o si臋 m艂ode ma艂偶e艅stwo, Lamper wraz z dw贸jk膮 dzieci - dziesi臋cioletnim ch艂opcem Patrykiem i o艣mioletni膮 c贸rk膮 Ameli膮. Nikt nie wiedzia艂, kiedy dok艂adnie to by艂o. Wiadomo tylko, 偶e wprowadzili si臋 noc膮, prawdopodobnie na pocz膮tku wiosny, tak cicho, 偶e nikt nic nie zauwa偶y艂. Niekt贸rzy nawet mieli ich za duchy, wampiry lub inne nocne stworzenia. Wiedzieli jedynie o nich tyle, 偶e podchodzili z miasta. Ka偶dego, kto ich widzia艂 zastanawia艂o, dlaczego ci ludzie zrezygnowali z luksus贸w i postanowili zamieszka膰 na wsi. Starsze kobiety, martwi艂y si臋 o matk臋 dzieci, pani膮 Gra偶yn臋, poniewa偶 by艂a delikatna, drobnej budowy cia艂a. Twierdzi艂y, 偶e nie poradzi sobie na wsi i przepowiada艂y jej najgorsze, niekiedy radzi艂y wraca膰 do miasta, ale ona nigdy nie s艂ucha艂a, nawet gdy stosunki mi臋dzy domownikami si臋 pogarsza艂y, ona upar艂a si臋, 偶e chce mieszka膰 w tym ma艂ym domku, gdzie nie by艂o nawet bie偶膮cej wody. Budynek by艂 drewniany, z dwoma pi臋trami, z czego g艂贸wnie u偶ywali tylko jednego. Znajdowa艂 si臋 w pobli偶u rzeki, a na 艂膮ce obok sta艂a stara stodo艂a, kt贸rej nikt nie u偶ywa艂. Nie mieli przyjaci贸艂. 呕yli sami z sob膮, oddaleni od ludzi. Jedynie Gra偶yna, co jaki艣 czas odwiedza艂a s膮siadk臋. W dniu, w kt贸rym si臋 wprowadzili byli jeszcze szcz臋艣liw膮 rodzin膮, ale w ci膮gu kilku lat mieszkania na wsi ich relacj臋 zacz臋艂y si臋 zmienia膰, a ka偶dy mia艂 coraz gorsz膮 opini臋 na temat rodziny Lamper. Marian Lamper pracowa艂 jako budowlaniec. Zawsze by艂 uwa偶any, za dobrego pracownika, m贸wiono o nim z艂ota r膮czka, poniewa偶 z wszystkim radzi艂 sobie znakomicie, ale wraz z powi臋kszaniem si臋 jego na艂ogu alkoholowego, jego opinia w pracy spada艂a, poniewa偶 obra偶a艂 wszystkich wsp贸艂pracownik贸w, twierdzi艂, 偶e wszyscy pracuj膮 藕le, a on jest tam najlepszym pracownikiem oraz nikt nie chcia艂 pijanego pracownika
. Z czasem mia艂 coraz mniej zlece艅, zatrudniali go tylko wtedy, gdy inni nie mieli czasu, a zarabia艂 marne grosze, kt贸re i tak p贸藕niej przepija艂. Cierpia艂a na tym ca艂a rodzina, poniewa偶 nie mieli zazwyczaj co je艣膰, poza warzywami z ogr贸dka. Najgorzej mia艂a biedna Amielia, kt贸r膮 molestowa艂 w艂asny ojciec. Bardzo nie podoba艂o si臋 to Patrykowi, ale niestety by艂 za s艂aby, nie m贸g艂 nic zrobi膰 i tak dostawa艂 czasem za nic od pijanego taty, a biedna dziewczyna co noc p艂aka艂a z tego powodu. Kt贸rego艣 dnia, ojcu nie spieszy艂o si臋 do domu. Dochodzi艂a ju偶 p贸艂noc, a dzieci by艂y same w domu, gdy偶 ich matka postanowi艂a, 偶e posiedzi d艂u偶ej u s膮siadki. Grza艂y si臋 przy piecu, gdy nagle ch艂opak wpad艂 na pomys艂, 偶eby uciec. Martwi艂 si臋 o siostr臋, wiedzia艂 偶e gdy tylko wr贸ci tata koszmar rozpocznie si臋 na nowo. Z pocz膮tku Amelia nie by艂a do tego przekonana, ale po d艂ugich namowach brata wysz艂a za nim z domu. By艂o ciemno, nawet ksi臋偶yc nie 艣wietla艂 im dzi艣 drog臋, poniewa偶 by艂 za chmurami. W po艣piechu, obawiaj膮c si臋, 偶e nie zd膮偶膮 przed powrotem taty, nawet nie za艂o偶yli but贸w, dlatego odmarza艂y im teraz palce u st贸p. Przeszli kilka metr贸w, a niebo poja艣nia艂o i po chwili by艂o s艂ycha膰 grzmot. Dzieci zatrzyma艂y si臋. Zobaczy艂y jak b艂yskawica przecina niebo. Przerazi艂o ich to bardzo, nie mogli pozwoli膰 sobie na ucieczk臋, w tak膮 pogod臋. Amelia wtuli艂a si臋 w brata roztrz臋siona, a pomy艣le膰 偶e przed chwil膮 cieszy艂a si臋 wolno艣ci膮. Nic gorszego nie mog艂o j膮 spotka膰 ni偶 powr贸t teraz do domu. Patryk, kt贸ry nie chcia艂 odda膰 siostry w brudne 艂apy ojca, my艣la艂 co mog膮 dalej zrobi膰. Po d艂u偶szych rozmy艣laniach zaci膮gn膮艂 siostr臋 do stodo艂y. Gdy przekroczyli pr贸g lun膮艂 deszcz. Zacz膮艂 rytmicznie uderza膰 w dach stodo艂y, kt贸ry by艂 troch臋 dziurawy i przemaka艂, a grzmoty nie cich艂y nawet na moment. Oboje czuli niepok贸j, chod藕 Patryk nie da艂 po sobie tego pozna膰. Znajdowali si臋 zbyt blisko domu. Rodzicie jako pierwsze sprawdz膮 t膮 stodo艂e. Oboje o tym dobrze wiedzieli, ale mieli nadziej臋, 偶e im si臋 poszcz臋艣ci. Przeszali na drugi koniec budynku, gdzie kucn臋li w k膮cie. Dziewczynka modli艂a si臋 w duchu, wtulona w brata, a ten ze spokojem w oczach patrzy艂 przed siebie w ciemno艣膰, kt贸r膮 co chwil臋 rozja艣nia艂a b艂yskawica za oknem.

















Obserwatorzy